Dziadek Ivo i czyste serce

Old man Brian MorrisonDawno temu, w cieniu wielkiego Bałkanu, żył pewien starzec. Powiadali o nim, że potrafił odwracać los, jeśli człowiek był czystej duszy i dobrych zamiarów. Wielu przychodziło doń po poradę, inni prosili o wstawiennictwo u sił wyższych, o łaski w czasie żniw, urodzaj w sadach i mnogość ryb w rzekach. Dziadek Ivo nigdy nie odmawiał odwiedzającym uwagi, zawsze znajdował ciepłe słowo, a dobro, które biło z pieca jego domu na długo ogrzewało serca i dusze jego przyjaciół.

Zdarzyło się, że Dziadek Ivo zachorował. Widać było, że z dnia na dzień ubywało sił, nogi stawały się coraz cięższe, a starcze dłonie coraz trudniej mogły utrzymać kubek z naparem i łyżkę ze strawą. Czytaj dalej

Opowieść o Starej Chacie

Stara chataTa stara chata widziała całą historię. Żyła wraz z ludźmi, dzieląc ich trudy i troski od niepoliczonych wieków. Pamiętała chwalebne dni narodu, pamiętała radosne święta i tajemnicze obrzędy, którym ludzie zawdzięczali dobry los i powodzenie. Rosła wraz z nimi, dając ciepłe schronienie oraz radość, gdy pod jej dachem pojawiał się nowy, mały człowiek.
Ale pamiętała też nadejście czasów trudnych. Czuła na swych ścianach blizny po oparzeniach zadanych przez najeźdźcę. Poznała lęk i strach, gdy zamieszkujący ją dotąd ludzie musieli uchodzić i szukać schronienia z dala od niej. Te lata były najtrudniejsze. Od czasu do czasu ktoś się przy niej pojawiał, ale na bardzo krótko, zbyt krótko by obudzić te najpiękniejsze uczucia. Czytaj dalej

Legenda białej jaskółki

biala_lqstovica_33Dawno temu, w zaciszu pięknego Bałkanu żyło młode małżeństwo. Ona zajmowała się domem, zapewniała duchowe ciepło i spokój, dbała by mąż wracając z polowań zastawał rozpalone ognisko i przygotowaną strawę. On zapewniał rodzinie żywność i dobra niezbędne do codziennego życia. A życie wiedli skromne, ale szczęśliwe. Pogodnie witali każdy nowy dzień i z niezwykłym hartem ducha stawiali czoła wszelkim trudnościom.

Nastała wiosna. Jak każdego roku, tak i tym razem, mąż przygotowywał się do wyprawy, by uzupełnić uszczuplone przez długą zimę zapasy. Pełen optymizmu podszedł ucałować żonę i szepnąć dobre słowo na pożegnanie. A zawsze żegnali się czułym „do zobaczenia wkrótce”. Ruszył, a ona długo stała w drzwiach izby myśląc o ukochanym mężu i modląc się do Boga o jego szybki powrót. Tym razem stało się jednak inaczej. Mąż nie wrócił, tak jak to zwykł robić, po siedmiu dniach i siedmiu nocach. Nie wrócił też po trzech pełniach księżyca. Zniknął bez śladu, a żona cierpiała z tęsknoty i żalu, mniej i mniej wierząc w to, że ujrzy jeszcze ukochanego. Czytaj dalej

Legenda sennej trawy

Po urlopie czas do pracy. Dziś pewna legenda…

Dawno temu, w pewnej górskiej wiosce, położonej pod gęstym, wiekowym lasem żyła młoda dziewczyna. Miała niewyobrażalnie piękną twarz, a jej długie, gęste włosy delikatnie gładziły trawę, po której stąpała. Pewnego dnia dziewczyna wybrała się do lasu zbierać zioła na napar dla swojej schorowanej matki. Zrywała też sasanki, z których robiła przecudny bukiet. Nie wiedziała niestety, że jest obserwowana. Leśny Diabeł przygotował na nią pułapkę. Wiódł ją, układając kępy kwiatów tak, by na pewno trafiła w miejsce, które upatrzył. Doprowadził dziewczynę do głuchej polany, otoczonej gęstymi krzakami i wysokimi skałami. Stanęła na środku i z przerażeniem zrozumiała, że jest uwięziona. Z żadnej strony nie było wyjścia z polany.

W tym czasie Górski Diabeł przemienił się w przystojnego młodzieńca, wyszedł zza pnia ogromnego drzewa i rzekł

– Nie bój się mnie dziewczyno, żadnej krzywdy ode mnie nie zaznasz. Ale zostaniesz moją żoną, gdyż jestem gospodarzem na tych ziemiach.

– Nigdy! Pókim żywa! – krzyknęła i zaczęła uciekać.

Na próżno szukała drogi ucieczki. Pojęła, że musi walczyć o swoje życie. Diabeł wrócił do swojej prawdziwej postaci – starego szaleńca o obłąkanym obliczu i czystej nienawiści w oczach. Ruszył agresywnie w stronę dziewczyny. Sięgnął rozdrapanymi dłońmi by złapać ją za rękę. Nie zdołał. Dziewczyna zebrała wszystkie swoje siły, spotęgowane strachem i obrzydzeniem i uderzyła go w twarz. Stała się rzecz niewiarygodna. Dał się słyszeć głośny trzask, Diabeł upadł na ziemię i zaczął się wić w konwulsjach.

Młoda chciała uciekać, ale nie była w stanie zrobić ani kroku. Jakaś tajemnicza moc trzymała ją w miejscu i nie pozwalała się ruszyć. Długo walczyła z niewidzialnym. W końcu opadła z sił, a zmęczenie wygrało. Roniąc łzy zwinęła się na trawie i zapadła w dziwny sen. Wkrótce przeobraziła się w biały obłok i uniosła do nieba. Tam zniknęła, jakby nigdy jej nie było.

sasankaW miejscu, w którym leżała młoda dziewczyna pojawiły się przepiękne, fioletowe kwiaty z płatkami zwróconymi w stronę słońca.

Miejscowi nazywają je sennymi trawkami. Mają one niesamowitej urody listki, które są jednak trujące. Legenda mówi, że to przez mękę dziewczyny. Jednak napar z tej rośliny ma właściwości lecznicze, dzięki temu, że dziewczę było pokorne, dobre, szczere i przychylne ludziom.

Bałkański Ziomek. Historia domniemana.

border-collie-662786_640Często na Bałkanach spotyka się kręcące się bez nadzoru psiaki. Część się wyleguje, część ma całkiem sporo na głowie. Dziś domniemana historia jednego z nich.

Jak co rano, trzeba wstać, obiec parę razy najbliższą kuchnię, może coś zostało z wieczornych imprez, posilić się i lecieć załatwiać sprawy. Dziś warto spróbować przy tej knajpce nad samą wodą. Duża grupa dwunożnych siedziała całą noc, domawiali mięsa, domawiali ryby. Coś się znajdzie. Godzinę później jestem po posiłku. Czas na sprawy. Muszę podejść do Golubaca, mam tam kilka rzeczy do załatwienia. Moja knajpka jest przed twierdzą, patrząc w stronę miasta. Muszę pobiec wzdłuż drogi.  Biegnę obok starych wież zamku, mijam wiekową bramę. Łapa za łapą lecę do miasta, bliziutko lewej krawędzi asfaltu, pysk przed siebie, sto procent czujności. Trzeba uważać na te dziury, które chyba miały robić za odpływy do rzeki. Mogli je czymś przykryć, ale tu, na Bałkanach dwunożni uważają to za detal. Są rozmieszczone regularnie i regularnie głębokie. Nie chciałbym tam wlecieć, ze dwa metry w dół, jak na mój nos. Dobrze, że w nocy widzę nieźle, poradzę sobie na z powrotem. Ale dwunożnym radziłbym nałożyć na górną łapę świecącą łapę. Nieistotne, trzeba lecieć dalej. Mijam piaszczystą odbitkę w lewo. Fajna droga, cały czas pod górę, aż dobiegasz do miejsca, z którego widać całą tę kałużę Dunaju, twierdzę, statki wpływające w wąskie gardło rzeki… Ślicznie, ale nie dzisiaj, bo gorąco. Skręca tam parka dwunożnych. Niegłupio, choć powinni to zrobić jak jest nieco chłodniej. Teraz przejdą przez mękę. Ale to ich sprawa. Ja mam swoje do załatwienia. Słyszę tylko za sobą Czytaj dalej

Giorgi Benkowski, kwietniowy powstaniec.

Giorgi Benkowski (21 IX 1843 – 25 X 1876)

1_BenkovskiMłody idealista, apostoł Powstania Kwietniowego, patriota, rewolucjonista, żołnierz. Giorgi Benkowski jest jedną z najważniejszych postaci wydarzeń kwietnia 1876 roku. Niestety, jak wielu jego towarzyszy nie doczekał wolnej Bułgarii.

Benkowski urodził się 21 września 1843 roku w Kopriwszticy. Przyszedł na świat jako Gavril Hlytev. Jego ojciec, Gruio Hlytev, był miejscowym handlarzem i rzemieślnikiem. Bardzo szybko opuścił rodzinę, zmarł gdy Gavril miał ledwie pięć lat. Tragedia ta zdeterminowała kolejne lata życia chłopaka, który by wspierać rodzinę, zakończył edukację na trzeciej klasie. Zaczął uczyć się zawodu krawiectwa. W wieku 23 lat był już bardzo znanym mistrzem krawiectwa i samodziału, handlującym jak imperium Osmańskie długie i szerokie. Przez kolejne lata żył poza bułgarskimi ziemiami, głównie na terenie Turcji. Odwiedzał między innymi Izmir, Stambuł, Anatolię czy Aleksandrię. Ze zmienną fortuną, raz z niemałym pieniądzem, zaraz potem szybko roztrwonionym. Jak potem przyznał przed Stojanem Zaimovem, człowiek musi umieć kłamać, by być dobrym handlowcem. Dzięki podróżom nauczył się języków. W sumie posługiwał się siedmioma – bułgarskim, tureckim, greckim, włoskim, polskim, rumuńskim i perskim. Jednak pomimo wielu niewątpliwych sukcesów w życiu zawodowym, dusza Gavrila nie była spokojna. Serce i umysł cierpiały z powodu ciężkiej sytuacji, w jakiej znajdowała się jego ojczysta ziemia. Krzywdy, strach i niedostatek jego rodaków spowodowały, że postanowił rzucić rolę handlowca i objąć tę, którą przygotowała dla niego Historia. Na początku lat 70tych przyłącza się do ruchu wyzwoleńczego, którego celem jest przywrócenie Bułgarii należnego miejsca na mapie wolnych narodów.

W 1875 jedzie do Bukaresztu, centrum bułgarskiej emigracji narodowowyzwoleńczej w Rumunii. W tym samym roku na terenach Bośni i Hercegowiny wybucha antytureckie powstanie. BCRK również postanawia rozpocząć walkę zbrojną.
Plan, który ułożyli, zakładał wysłanie drogą morską grupy bojowników do Istambułu. Mieli oni zabić sułtana Abdülaziza i podpalić miasto. Celem długofalowym planu było zwrócenie uwagi mocarstw światowych na problem uciskanych narodów bałkańskich. Akcja nie doszła do skutku, mówi się o dwóch przyczynach. Po pierwsze, w tym czasie Turcy krwawo tłumili powstanie w okręgu Starej Zagory, były więc uzasadnione obawy przed jeszcze ostrzejszymi represjami wobec Bułgarów. Po drugie, Hristo Botev wstrzymał operację, twierdząc, że skompromituje ona w oczach społeczności międzynarodowej bułgarski ruch narodowowyzwoleńczy. Decyzje dotarły do bojowników, gdy byli już na miejscu, a jednym z nich był Gavril. Trzeba się było przedostać z powrotem do Rumunii. Tutaj historia Gavrila Hlyteva się kończy, a zaczyna Benkowskiego. Dlaczego akurat Benkowski? Wspomniany już wcześniej Stojan Zaimov spotkał się w Turcji z polskim emigrantem, uciekinierem z rosyjskiej katorgi Antonem Benkowskim. Zaimov potrzebował fałszywych dokumentów, by wydostać się z Turcji, zaproponował więc by nasz rodak wyrobił sobie tureckie papiery, a francuskie, wystawione na nazwisko „Benkowski” mu odsprzedał. Transakcja doszła do skutku opiewając na sumę 5 lir tureckich. Potem Zaimov przekazał dokumenty Garvilovi, a ten po jakimś czasie odrzucił imię Anton i przyjął bułgarsko brzmiące Giorgi.

georgi-benkovskiPo powrocie do Rumunii, Benkowski uczestniczy w tworzeniu Giurgievskiego Komitetu Rewolucyjnego (pisałem o komitecie w notce o Botevie). W planowanym na wiosnę 1876 roku powstaniu, Benkowskiemu przydzielono rolę pomocnika dowódcy czwartego okręgu rewolucyjnego Panajota Volova. Zachodzą między nimi pewne nieporozumienia, ale Panajot, znając ogromne zalety Benowskiego oraz w imię wspólnej, większej sprawy odstępuje mu tę funkcję.
20 kwietnia 1876, w dzień rozpoczęcia Powstania Kwietniowego, Benkowski wraz z innymi dowódcami znajduje się w miejscowości Panagiuriszte. W chwili gdy docierają do niego wieści, iż Kopriwsztica już powstała i walki trwają, ogłasza powstanie również w Panagiuriszte i szybko formuje czetę. Wyrusza do okolicznych wsi by budzić naród i rozpocząć walkę o tak długo wyczekiwaną wolność. Hvyrkova czeta, której przywodził wdaje się w pierwszy bój w okolicach miejscowości Petricz. W kolejnych dniach wspierają inne odziały toczące krwawe boje z zaborcą. Jednocześnie mobilizują nowe siły. Z ciekawostek, do powstańców Benkowskiego przyłączyło się sześciu Chorwatów Dalmackich i jeden Niemiec. Byli to pracownicy pobliskiej kolei żelaznej.

Jak już wiemy, powstanie kwietniowe upadło, czeta Benkowskiego została zdradzona i wydana Turkom. Ten hańbiący czyn przypisuje się niejakiemu Dziadkowi Vylio, pasterzowi, którego skusiła wysoka nagroda za głowy powstańców. Czeta idzie w rozsypkę, grupy bojowników uciekają w Bałkan Tetovski. 25 maja 1876 roku, oddział Benkowskiego przeprawia się mostem przez rzekę Kostina. Tam wpada w zasadzkę, a Giogriego Benkowskiego dosięga turecka kula. Tak ginie jeden z najbardziej energicznych działaczy narodowowyzwoleńczych. Człowiek czynu, nie słów, wierny idei i do końca oddany sprawie. Człowiek, który swoimi działaniami w przededniu, a także w trakcie powstania udowodnił, że możliwym jest porzucenie wygód i dostatku w imię czegoś wielkiego. W imię wolności.

benkovskiKrótko przed upadkiem powstania Benkowski wypowiedział prorocze słowa
„Mój cel został osiągnięty! W sercu wroga otworzyłem ranę tak srogą, że nigdy się ona nie zabliźni.”

Legenda Riłskiego szczytu Malovica (Мальовица)

malowicaPokryty śniegiem, zagubiony we mgle albo skąpany w słońcu, dumnie wystawia ku niebu swe kamienne czoło przepiękny szczyt Riły – Malovica. Równie dumnym i nie chylącym głowy przed tureckim jataganem był Malo wojewoda, którego imię nosi ów szczyt. Malo urodził się w jednej z wiosek rozsianych wzdłuż rzeki Iskry. Wbrew swemu imieniu wyrósł na smukłego i przystojnego młodzieńca. A na fujarce grał najpiękniej ze wszystkich owczarzy. Kiedy rozlegały się dźwięki jego muzyki, wieśniacy porzucali sierpy, a serce Bosiłki, najśliczniejszej dziewki w okolicy, otwierało się niczym kwiatek głaskany promieniami słońca. Tego lata Malo grał tylko dla niej. Czytaj dalej

Hristo Botev – wzór patrioty (część druga).

„Tylko ten, kto jest wolny, tylko ten może nazywać się człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu.”

tumblr_mgbi0xbmSY1rcu3n3o1_1280Wiosną 1871 roku władze gminne rezygnują z usług Boteva i wyrusza on w drogę powrotną do Braili. Tam, wraz z Dimitrem Panichkovem zaczyna wydawać gazetę „Słowo bułgarskich emigrantów” (Дума на българските емигранти). Mottem gazety jest hasło „Prawda jest święta, wolność jest słodka”. Wychodzi pięć numerów, a najważniejsze teksty są autorstwa Boteva. W „Słowie” ukazują się też jego kolejne wiersze. Latem Botev zapada na tyfus, choroba pochłania resztki środków finansowych i panowie są zmuszeni zamknąć gazetę.

Skąpe są informacje na temat jego życia z końca 1871 i początku 1872. Wiemy, że podtrzymuje bliskie kontakty z rosyjskimi socjalistami. Wraz z jednym z nich, Dimitrem Meletinem próbuje wyłudzić pieniądze od bułgarskiego bogacza. Zaliczają jednak wpadkę i uciekają do miejscowości Galac. Tam, w nieco większej grupie organizują kilka napadów na bogatych handlarzy, a nawet próbują podrabiać pieniądze. W kwietniu zostaje aresztowany. W jego mieszkaniu policja znajduje literaturę anarchistyczną i zostaje oskarżony o propagowanie radykalnych poglądów politycznych. Z więzienia wychodzi w lipcu lub sierpniu, po pisemnej gwarancji sygnowanej przez Lubena Karavelova i Dimitra Cenovicha, a wysłanej pod naciskiem Vasila Levskiego.

Po uwolnieniu osiada w Bukareszcie i dostaje pracę korektora w „Svobodzie” Karavelova, przemianowanej z resztą po krótkim czasie na „Nezavisimost” (Niepodległość – Независимост”).

Wiosną 1873 roku nadzoruje wydawanie satyrycznego pisma „Budilnik” (Будилник), w którym publikuje felietony oraz wiersze. W tym samym czasie zajmuje się też tłumaczeniem rosyjskiego podręcznika do arytmetyki. Wplata jednak w niego polityczne komentarze i nakład zostaje zniszczony.

W drugiej połowie 1873 roku, na łamach „Nezavisimost” publikuje jedne ze swoich najsłynniejszych wierszy. Między innymi „Hadżi Dimitar”, 11 sierpnia, w piątą rocznicę śmierci Hadżiego. Tłumaczy też książkę rosyjskiego oficera „Bułgaria a sprawa wschodnia” (Източният въпрос и България).

Wiosną 1874 roku Botev dostaje pracę nauczyciela w bułgarskiej szkole w Bukareszcie. W tym czasie zamieszkuje z nim młodszy brat Stefan,  poznaje też swoją przyszłą żonę Venetę Vezirevą. Według wielu świadków między Botevem a Karavelovem dochodzi do licznych sporów, jednak nie ma to wpływu na kolejne publikacje ukazujące się w „Nezavisimost”.

Latem 1874 roku Hristo Botev aktywnie włącza się w prace BCRK. Uczestniczy w powszechnym zebraniu 21 – 22 sierpnia i zostaje wybrany na członka pięcioosobowej komisji, a następnie obejmuje funkcję sekretarza. Dochodzi do spotkania Boteva i Karavelova z rosyjskim historykiem Dimitiim Ilovaiskim, który wzywa do zaprzestania krytyki pod adresem Rosji. Informuje ich o planowanej wojnie przeciw Turcji, a jednym z celów tejże ma być wyzwolenie Bułgarii.

Jesienią Botev rezygnuje z nauczania by poświęcić się całkowicie działalności patriotycznej. Karavelov w tym czasie rezygnuje z wydawania „Nezavisimosti” zostawiając drukarnię Botevovi. Ten z kolei zaczyna wydawać gazetę „Zname” (Знаме) będącą ideowym środkiem przekazu BCRK. W roku 1875 dochodzi do publicznego konfliktu między Botevem a Karavelovem, po konfiskacie nakładu „Zname” za długi. Panowie wymieniają się „uprzejmościami” w prasie i w korespondencji co wywołuje falę niepewności w środowisku emigracyjnym i powątpiewania w efektywne działania BCRK.

Latem 1875 Karavelov zostaje odsunięty od pracy w BCRK przy aktywnym udziale Boteva. Czasy są niespokojne, zostaje podjęta decyzja o wznieceniu powstania w możliwie naj krótszym czasie, tak, by wykorzystać kryzys w Imperium Osmańskim. BCRK wysyła Boteva do Rosji by zebrał broń, pieniądze i ochotników wśród miejscowej emigracji. 23 sierpnia wyrusza do Kiszyniowa, Odessy i Nikolaieva.

Co do efektów jego misji świadectwa są sprzeczne, jednak wiele wskazuje na sceptyczne podejście do jego pracy. Głównie ze względu na brak zgody ze strony Rosji na powstanie. Wymiernym efektem jest przekonanie i sprowadzenie Filipa Totiu do Rumunii. Ma on zająć się organizowaniem ochotników w zbrojne czety.

Po powrocie do Bukaresztu, wśród miejscowej emigracji rozchodzą się głosy jakoby Botev miał przysposobić sobie część zebranych środków. 30 września opuszcza szeregi BCRK, kończy też wydawanie „Zname”. Nie traci jednak kontaktów z rewolucjonistami. Ważnym wydarzeniem jest publikacja wiersza „Powieszenie Vasila Levskiego” (Обесването на Васил Левски) we wrześniu 1875.

botev zaglDziałalność BCRK zamiera jesienią 1875 roku po nieudanych próbach przerzucenia czet na teren Bułgarii. W początkach roku 1876 w Giurgievo formuje się nowa grupa – Giurgievski komitet rewolucyjny (Гюргевският революционен комитет), który ma się zająć przygotowaniami do Powstania Kwietniowego. Komitet izoluje się od większości byłych działaczy BCRK, w tym Boteva. Plan Powstania przewiduje podział Bułgarii na pięć okręgów rewolucyjnych. Zryw ma nastąpić wewnątrz kraju (już Levski przekonywał, że to jedyna, słuszna metoda) a powstańców mają wesprzeć czety przerzucane z Rumunii. Jedna z nich ma wesprzeć okręg Vracy a na jej czele miałby stanąć Panajot Hitov. W kwietniu staję się jasne, że to nie dojdzie do skutku i przedstawiciele Okręgu vrachanskiego spotykają się z Botevem. Ten proponuje im objęcie dowództwa w czecie. Po uzyskaniu aprobaty, 20 kwietnia wyrusza do Kiszyniowa i Odessy by zebrać ochotników i pieniądze niezbędne do walki. Wraca do Bukaresztu pierwszego maja. W tym samym czasie, w okolicach Koprivshticy walki już trwają i do Giurgievo napływają prośby o możliwie szybką pomoc. Plan zakłada przerzucenie sił 11 maja ale w związku z apelami z okręgu akcję przyspieszono i ustalono datę 5 maja. Jednym z punktów akcji jest porwanie parowca „Radetzky” by tym samym zyskać rozgłos na arenie międzynarodowej. W wyniku wielu logistycznych problemów transport się opóźnia i dopiero 16 maja Botev wraz z częścią swych ludzi okrętuje się na Radetzkim. Zbierając z kilku miejscowości pozostałych członków czety, 17 maja wojsko stawa stopę na bułgarskiej ziemi nieopodal miejscowości Kozloduj.  18 maja, około 20 kilometrów od Vracy napotykają silny oddział turecki, po ciężkich walkach muszą się wycofać. Cały 19 maja to odpieranie ataków wojsk tureckich, dodatkowo do Vracy zostaje wprowadzony bardzo silny garnizon by zapobiec ewentualnemu powstaniu.

128Nocą Czeta wchodzi w Starą Planinę by się przegrupować i odpocząć. Jednak zostają odkryci i około północy wybuchają walki. Trwają one cały następny dzień, a siły osmańskie są wciąż wzmacniane posiłkami z Vracy. Gdy walki powoli zamierają słychać pojedynczy wystrzał i Botev pada trafiony w pierś. Umiera na miejscu. Turcy ucinają głowę Hristo Boteva i wystawiają na widok publiczny na placu we Vracy, placu, który dziś nosi jego imię.

Z 208 członków czety, niepodległej Bułgarii doczekało siedemdziesięciu sześciu.

Tak kończy się historia tego dzielnego patrioty, było to 20 maja 1876 roku (po zmianie kalendarza na gregoriański, za datę jego śmierci uznaje się 1 czerwca. Dzień Hristo Boteva jest natomiast obchodzony 2 czerwca poprzez uwzględnieniu roku przestępnego).

I na koniec jedna z ważniejszych myśli Boteva

„Kto polegnie w boju o wolność, ten nie umiera”

„Тоз, който падне в бой за свобода, той не умира”

Hristo Botev – wzór patrioty (część pierwsza).

640_bc2565cb7e74420d7d6bfc6a504e36fc_0Przeżył raptem dwadzieścia osiem lat. Życiorysu starczyłoby na kilku. Poeta, satyryk, dziennikarz, wydawca i co najważniejsze, wielki patriota i rewolucjonista. Niespokojny duch, niepokorny charakter, człowiek z wizją, wierny swoim ideałom do samego końca. Bezgranicznie oddany Ojczyźnie, za którą zginie z bronią w ręku. Hristo Botiov Petkov, zapamiętany przez historię jako Hristo Botev, przychodzi na świat 6 stycznia 1848 roku w miejscowości Kalofer jako pierwszy z dziesięcioosobowego rodzeństwa.

Ojciec, Botio Petkov (1815 – 1869) jest nauczycielem i działaczem społecznooświatowym. Matka, Ivanka Boteva (1823 – 1911) pochodzi ze skromnej, lecz bardzo tradycyjnej rodziny (będzie karmić chłonną wyobraźnię Hristo pieśniami i opowieściami o dzielnych Hajdukach).

Mieszkają skromnie, w jednym z pomieszczeń szkoły, w której uczy Botio. Dopiero po wybudowaniu nowej szkoły przeprowadzają się do wynajętego domu (dom ten, zniszczony w czasie wojny rosyjsko – tureckiej 1877 – 1878, a odbudowany w latach czterdziestych XX wieku, jest obecnie Muzeum Narodowym „Hristo Botev” – Национален музей „Христо Ботев” ). Tam spędza pierwsze lata swojego życia. Czytaj dalej

Legenda o wilczej mądrości.

51487(1)Starzy myśliwi twierdzą, że wilki wybierają spośród siebie przywódcę watahy. Legenda mówi, że dawno temu, pewien starzejący się wilk długo myślał, którego z pobratymców wezwać do siebie na naukę. W watasze było wiele silnych i mądrych zwierząt, jednak należało wybrać tego jednego, któremu przekaże przywództwo. Musiał być doświadczony, sprawiedliwy i wystarczająco pokorny, by przyjąć nauki od odchodzącego starca. W przyszłości jego rolą, poza prowadzeniem łowów miała być ochrona wilczych mądrości.

Po długich rozważaniach, stary wilk wybrał odpowiedniego członka stada. Był to młody, silny i rozważny wilk. Razem wyruszyli ku Skale Mądrości. Szli długo, droga wiła się między wzgórzami, pięła się ostro, by zaraz równie stromo opadać. Stary wilk maszerował równostajnym tempem, starając się oszczędzać oddech. Młody nie pozostawał daleko w tyle, ale też nie wyprzedzał przewodnika. Nie przejawiał zniecierpliwienia, pokornie szedł śladem swojego mentora.

„Dobrze wybrałem” myślał stary wilk. „Wytrzymałość jest cechą cenną, i ja taki byłem za młodu”.

belogradchik05(1)Skała Mądrości znajdowała się bardzo wysoko w górach. Z jej szczytu widać było nie tylko wilcze włości, ale też ziemie należące do innych. Skała była świętym miejscem. To tu wilki zdradzały sobie tajemnice, tu dochodziło do przekazywania władzy w watasze, tu wreszcie stare wilki przychodziły zasnąć po raz ostatni w życiu.

Na samym szczycie była mała półka. Tam przysiedli dwaj towarzysze.

– Czy wiesz przyjacielu – zaczął stary wilk – że wszyscy wywodzimy się z jednego korzenia? Wilki, psy i szakale.

– Znam szakale. To te, które żywią się padliną, w odróżnieniu od prawdziwych wilków.

– W istocie – przytaknął stary wilk – prawdziwy łowca, raz zakosztowawszy świeżej krwi, nigdy nie sięgnie po padlinę.

– Ale psów nie znam. Kim one są?

– Psy to dzikie stworzenia, które żyją z ludźmi.

– Dlaczego żyją z ludźmi? – zdziwił się młodzieniec.

– Psy nie potrafią polować, więc ludzie je karmią. Czy wiesz, że w głębi duszy każdy wilk chciałby zostać psem? Ale pies domowy w jednej chwili może stać się psem bezdomnym. A bezdomnym psom żyje się bardzo źle. Czy wiesz dlaczego?

– Nie znają się na polowaniu, tak powiedziałeś.

– Dokładnie tak. Dlatego prawdziwy wilk nigdy nie stanie się domowym psem. Zawsze będzie polował.

Jeszcze długo rozmawiali na skale mądrości. Gdy gwiazdy zgasły, a słońce zaczęło ogrzewać ziemię, wilki ruszyły w drogę powrotną. Tym razem jednak, młody i stary szli obok siebie, głowa obok głowy…