Hitar Petar i sakwa z kłamstewkami

Niedawno poznaliśmy bohatera satyrycznej części bułgarskiego folkloru, dziś czas na pierwszą historyjkę z jego udziałem.

 

Sakwa z kłamstewkami.

 

Pewnego razu, turecki oszust i spryciarz, Nasreddin Hodża opuścił rodzinną Anatolię i odwiedził bułgarskie ziemie, by mamić prosty lud swoimi kłamstwami. Tu oszukał, tam zwodził, aż wreszcie trafił do wsi Hitar Petara. Dwaj blagierzy spotkali się w małej uliczce, tuż przy płocie domostwa Dziadka Popa. Nasreddin Hodża zapytał:

– To ty jesteś Hitar Petar?

– W rzeczy samej, to właśnie ja – odpowiedział Petar.

– Powiadają, że potrafisz kłamać iście po mistrzowsku.

– Tak ludzie mówią – skromnie pochylił głowę Petar – ale i o tobie słyszałem podobne rzeczy.

– A co tu porabiasz? – spytał Hodża.

– Podpieram płot, żeby nie upadł.

– Może masz ochotę spróbować się ze mną na kanty? – zaproponował Hodża.

– Bardzo chętnie, ale teraz nie mogę. Nie zabrałem swoich kłamstewek z domu. Trzymam je w pewnej sakwie i kiedy nie są mi potrzebne wieszam je na ścianie, tuż przy palenisku. Podłóż swoje plecy pod ten płot, a ja pobiegnę do domu po sakwę i się pooszukujemy.

– Idź – powiedział Hodża – ale wracaj szybko.

Hitar Petar pognał w dół wsi, wpadł do karczmy i zamówił sobie kawkę. A Hodża podparł płot i czekał. Czekał, aż dzień zaczął chylić się ku końcowi, wreszcie zrozumiał i rozsierdzony wrócił do swej izby.

Następnego dnia znów spotkał naszego wesołka i rozzłoszczony krzyknął:

– Ej, Petre, czemu wczoraj nie wróciłeś? Miałeś tylko skoczyć do domu po sakwę i planowaliśmy się okłamywać! Pewno stchórzyłeś!

– Hodżo, przyjacielu – odparł uśmiechnięty Petar – a jakiejż to większej podpuchy i blagi oczekujesz niż ta, dzięki której cały dzień stałeś w miejscu, podpierałeś płot i czekałeś na mają sakwę z kłamstewkami?

Nasreddin Hodża ściągnął usta, ale nic nie odpowiedział.

– Chyba się nie obraziłeś Hodżo – ciągnął Hitar Petar – chodź, przejdziemy się do pobliskiego lasu. Tam, w cieniu drzew, pokraj niedźwiedzich pasiek, pospacerujemy, ochłoniesz nieco i wtedy się pookłamujemy.

Hodża się zgodził. Minęli wieś, weszli do lasu i tam, spacerując, niezobowiązująco gaworzyli.

– U nas – mówił Hodża – grzeją dwa słońca, mamy skrzydlate osiołki , a króliki znoszą jajka w swoich gniazdach, na najwyższych drzewach.

– Ładnie mówisz Hodżo – potakiwał Petar – ale jakoś Ci nie wierzę.

– Nasza woda jest sucha – kontynuował Nasreddin – nie pijamy jej, tylko kroimy nożami i gryziemy.

– Jak poprzednio drogi Effendi, ładnie ale nie wierzę.

Weszli głębiej w las, południe minęło, zgłodnieli.

– Coś byśmy przekąsili – zaproponował Hitar Petar.

– Ba – przytaknął Hodża – ale co? Nic nadającego się na ząb wokoło nie widzę.

Zafrasował się Hitar Petar, bo faktycznie nic do jedzenia nie było pod ręką. W tym czasie na ścieżce zjawił się wiejski czorbadżija* z młodym jagnięciem pod pachą.

– Czy wierzysz Hodżo, że jestem w stanie zdobyć to jagnię? – zapytał Petar.

– Jakoś nie bardzo – odparł Hodża – czorbadżija to wielki chłop, nie sądzę byś był w stanie wyrwać mu tę zdobycz.

– Poczekaj chwilę, patrz ale siedź cicho.

Hitar Petar zanurkował w krzaki. Wyprzedził czorbadżiję i zostawił jeden ze swoich butów na środku ścieżki. Następnie pobiegł czym prędzej przed siebie i sto metrów dalej zostawił drugi.

Czorbadżija, gdy dotarł do pierwszego buta, kopnął go z całej siły.

– Dobry but, trwały i solidnie zrobiony, ale po co mi jeden?

Ruszył dalej, po chwili dotarł do drugiego buta.

– Ha! Jeszcze jeden. Wrócę kawalątek, zabiorę pierwszego i mam nową parę jak znalazł.

Odłożywszy jagnię na pobliskiej polance, zawrócił po pierwszy kapeć.

W tej chwili Petar, uprzednio wziąwszy pozostawiony but, zabrał jagnię do kolekcji z drugim butem, znów zanurkował w krzaki i wrócił do Hodży. Ten aż posiniał ze złości, widząc jak po mistrzowsku kombinuje Hitar Petar. Jakby nie było, oprawili jagnię i rozpalili ogień. Upiekli je i siedli do posiłku.

– Hodżo – zaczął Petar – czy chcesz bym przy pomocy drobnego oszustwa przegonił Cię stąd zanim zjesz nawet kęs tej przepysznej owieczki?

– Nie dasz rady – pokręcił głową Nasreddin Hodża.

– To pestka. – zuchwale powiedział Petar.

– Udowodnij.

– Dobrze, lecz za chwilkę. Najpierw trzeba posolić mięso. Tam, kawalątek dalej, w wąwozie , jest słona ziemia. Przyniosę jej garść, posypiemy jagnię, a potem koncertowo Cię przerobię.

– Niech będzie, tylko spiesz się bom już bardzo głodny.

Hitar Petar zszedł do wąwozu i zaczął krzyczeć:

– Litości! To nie ja! Nie bij mnie! Na wszystko co wierzę, to Nasreddin Hodża skradł Ci jagnię, jest tam na górze! Wystarczy wyjść z wąwozu i go znajdziesz… Idź i z nim się policz…

Hodża gdy to usłyszał pokrył się gęsią skórką.

– Ten czorbadżija jest naprawdę wielki, kości mi porachuje zanim zdążę cokolwiek powiedzieć. Lepiej uciekać, póki jeszcze tu nie przyszedł.

I tak Hodża dał drapaka w gąszcz lasu. A Hitar Petar wyszedł z wąwozu i posiliwszy się pieczonym jagnięciem stwierdził, że najlepszym pomysłem będzie miła drzemka w cieniu pobliskiego drzewa.

 

* W poprzedniej notce zabrakło informacji, kim był czorbadżija, więc spieszę z uzupełnieniem 🙂

(buł. Чорбаджия, tur. Çorbacı). Mianem tym, pochodzącym z języka tureckiego, określano w chrześcijańskiej części imperium osmańskiego tak zwaną wiejską elitę. Bogaci właściciele ziemscy, urzędnicy zatrudniani przez Turków (często poborcy podatkowi), handlarze czy lichwiarze. Oni również w opowiastkach nie mają dobrej prasy, jako Ci, którzy starali się wydoić prosty lud. Jednak i z tą chciwą grupą Petar radził sobie bardziej niż przyzwoicie, nierzadko zdobywając przy tym parę złociszy.

BG Projekt.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s