Bałkański Ziomek. Historia domniemana.

border-collie-662786_640Często na Bałkanach spotyka się kręcące się bez nadzoru psiaki. Część się wyleguje, część ma całkiem sporo na głowie. Dziś domniemana historia jednego z nich.

Jak co rano, trzeba wstać, obiec parę razy najbliższą kuchnię, może coś zostało z wieczornych imprez, posilić się i lecieć załatwiać sprawy. Dziś warto spróbować przy tej knajpce nad samą wodą. Duża grupa dwunożnych siedziała całą noc, domawiali mięsa, domawiali ryby. Coś się znajdzie. Godzinę później jestem po posiłku. Czas na sprawy. Muszę podejść do Golubaca, mam tam kilka rzeczy do załatwienia. Moja knajpka jest przed twierdzą, patrząc w stronę miasta. Muszę pobiec wzdłuż drogi.  Biegnę obok starych wież zamku, mijam wiekową bramę. Łapa za łapą lecę do miasta, bliziutko lewej krawędzi asfaltu, pysk przed siebie, sto procent czujności. Trzeba uważać na te dziury, które chyba miały robić za odpływy do rzeki. Mogli je czymś przykryć, ale tu, na Bałkanach dwunożni uważają to za detal. Są rozmieszczone regularnie i regularnie głębokie. Nie chciałbym tam wlecieć, ze dwa metry w dół, jak na mój nos. Dobrze, że w nocy widzę nieźle, poradzę sobie na z powrotem. Ale dwunożnym radziłbym nałożyć na górną łapę świecącą łapę. Nieistotne, trzeba lecieć dalej. Mijam piaszczystą odbitkę w lewo. Fajna droga, cały czas pod górę, aż dobiegasz do miejsca, z którego widać całą tę kałużę Dunaju, twierdzę, statki wpływające w wąskie gardło rzeki… Ślicznie, ale nie dzisiaj, bo gorąco. Skręca tam parka dwunożnych. Niegłupio, choć powinni to zrobić jak jest nieco chłodniej. Teraz przejdą przez mękę. Ale to ich sprawa. Ja mam swoje do załatwienia. Słyszę tylko za sobą Czytaj dalej

Legenda Riły i Pirinu

Bulgaria nature REZDawno temu Góra Riła była kobietą a na imię miała Riłka. Wbrew woli swych rodziców wyszła za mąż za chłopaka z gór. Na imię mu było Pirin. Rodzice nie chcieli oddać jedynej córki Pirinowi, nie wiedzieli skąd jest, co potrafi, jak utrzyma żonę i dzieci. Riłka była bardzo piękną i pracowitą dziewką, ale strasznie lekkomyślną. Co jej przyszło do głowy, robiła bez zastanowienia. Nie słuchała ani ojca ani matki.

Młodzi pobrali się bez świadków i wesela, bez pieśni i muzyki, również bez błogosławieństwa rodziców. Uciekli daleko od ludzi i osiedli wysoko w górach. Urodziła im się dwójka dzieci, brat i siostra, które nazwali Iskar i Mesta. Nikt wcześniej nie słyszał o takich imionach.

Ojciec chodził na polowania, matka zajmowała się domem i dziećmi. Te z kolei bardzo dokazywały, biły się i sprzeczały całymi dniami, wrzaskom i krzykom nie było końca. Codziennie Riłka prosiła Pirina by nad nimi zapanował, by ojcowskim słowem i męską ręką zaprowadził porządek. On jednak wydawał się głuchy na jej prośby. Uważał, że jego zadaniem jest dostarczyć rodzinie jedzenia i ubrań, matka zaś powinna się zatroszczyć o sprawy domowe.

Pewnego dnia dzieci pokłóciły się jeszcze bardziej zażarcie niż zwykle. Padły ciężkie słowa, skoczyły sobie do gardeł. Matka uniosła ręce by je rozdzielić i ze łzami w oczach wypowiedziała klątwę –
– Oby Bóg sprawił, żebyście się rozdzieliły i nigdy więcej nie widziały ani spotkały. Niech się was ludzie boją i niech przed wami uciekają. Obyście żyły z gadami, żabami i rybami. Obym i ja skamieniała, słowa więcej nie wypowiedziała, nie podniosła głosu by was zawołać. Obym miłości i miłosierdzia dla was nie miała. Drzewa niech będą mym potomstwem, ciałem moim niech się staną kamienie, łzy moje niech będą źródłami, z których będą wypływać rzeki i potoki. A woda w nich niech ma najwspanialszy smak na świecie. I dobry Boże, jeśli istniejesz spraw, by Pirin też skamieniał, nie chcę, by ludzie szydzili z niego i jego przeklętych dzieci.

800px-Iskar-River-near-Mezdra-3Ledwie skończyła wypowiadać słowa tej ciężkiej klątwy, niebo przecięła błyskawica, grom huknął z potężną siłą i zamienił Riłkę w Górę Riłę. W tej samej chwili jej mąż, będący gdzieś daleko na polowaniu, zamienił się w Górę Pirin. Dzieci natomiast przemieniły w się w rzeki. Córka Mesta, bardziej łagodna i potulna, poprowadziła swoją rzekę delikatnie w dół, między górami a chłopiec, Iskar, gniewny i niecierpilwy ruszył prosto przed siebie. Przekroczył góry i spłynął w pola nie mając gdzie zawrócić. Zasilany matczynymi łzami popłynął przez Bałkan, aż zlał się z wodami Dunaju, równie gniewnymi i niepowstrzymanymi jak on sam.

Od tego czasu brat nie słyszał o siostrze ani ona o nim. Matka czasem spojrzy w ich stronę, ale szybko traci swe dzieci z oczu. Pirin nigdy nie widzi syna, wciąż martwi się o swego męskiego potomka. Dlatego jego strona patrząca w kierunku sofijskich pól jest zawsze ciemna i zielona. Częściej ojcowski wzrok pada na Mestę, wtedy się uśmiecha i rozchmurza. Wabi też do siebie ludzi, by razem, z wysokości podziwiać jego piękną córkę.